Rozmowa z Martinem Žambochem: Jęczmień i Chlorella Green Ways z certyfikatem BIO

Jęczmień i Chlorella Green Ways mają już certyfikat BIO. Przygotowaliśmy dla Was rozmowę z Dyrektorem Spółki Green Ways inż. Martinem Žambochem o certyfikacji BIO i przebraniu naszych produktów w nowe szaty.

JĘCZMIEŃ, A OD NIEDAWNA TAKŻE CHLORELLA GREEN WAYS, PO LATACH ZOSTAŁY OFICJALNIE OZNACZONE CERTYFIKATEM BIO. CO TO JEDNAK DOKŁADNIE OZNACZA – CZY CHODZI TYLKO O PIECZĄTKĘ NA PAPIERZE? A MOŻE TERAZ PRODUKTY TE SĄ UPRAWIANE I WYTWARZANE INACZEJ?

Ogłaszając „przejście” na certyfikację BIO podczas Uroczystości Rocznicowej GW, celowo użyłem określenia „przebranie pudełek w nowe szaty”. To dlatego, że zasad uprawy organicznej dotrzymywaliśmy właściwie przez całe dwudziestolecie naszego istnienia na rynku.

W przypadku uprawy jęczmienia oznacza to na przykład: tylko naturalny materiał siewny, odżywianie i ochronę roślin bez chemikaliów rolniczych i z wykorzystaniem nawozów pochodzących wyłącznie z hodowli organicznej, plus dodatkowe, zielone nawożenie i tak dalej. Zasady te odnoszą się również do chlorelli, do uprawy której stosowaliśmy tylko naturalne środki. Dotyczy to zarówno „sadzenia" chlorelli, jak i późniejszego odżywiania akwakultury w całym okresie uprawy.

Jednak certyfikacji BIO akwakultur dotyczą jeszcze dodatkowe wymogi, które nie są bezpośrednio związane z produktami, tylko z przyrodą, ale do tego jeszcze dojdziemy…

GDY PORÓWNUJĘ NA PRZYKŁAD MLEKO BIO I „ZWYKŁE” MLEKO, PRZED OCZAMI POJAWIA MI SIĘ OBRAZ KRÓWKI PASĄCEJ SIĘ NA OTWARTEJ, ZIELONEJ ŁĄCE, KTÓRA JEST NATURALNĄ CZĘŚCIĄ OKOLICZNEJ PRZYRODY. PRZECIWIEŃSTWEM JEST KROWA MLECZNA, KTÓRA CAŁE SWOJE ŻYCIE SPĘDZA ZAMKNIĘTA W ŻELBETOWEJ OBORZE. JAK MAM SOBIE WYOBRAZIĆ ŻYCIE I UPRAWĘ ALGI WODNEJ?

W odniesieniu do produkcji alg – lub ogólniej wszystkich mikroorganizmów – jesteśmy w trochę innej sytuacji niż w przypadku owej krówki. Tutaj różnica między wolną hodowlą BIO a hodowlą przemysłową aż bije w oczy.

Gdybyśmy chcieli uzyskać taki sam kontrast w przypadku chlorelli, musielibyśmy z jednej strony mieć całkowicie zamknięty chemiczno-technologiczny reaktor, a z drugiej strony słodkowodny staw w lesie, w którym chlorella sama z siebie będzie rosnąć, a my tylko od czasu do czasu pójdziemy nazbierać jej do koszyczka.

I podczas gdy niemal powszechnie chlorella jest uprawiana w owym w całości sztucznym reaktorze – u nas oczywiście nie – to całkowicie naturalne ekstremum w przypadku uprawy chlorelli wciąż pozostaje utopią.

Uważam jednak, że nasz organiczny system BIO uprawy chlorelli najbardziej zbliżył się do tego stawu w lesie. Mamy wprawdzie prowadzoną przez człowieka plantację, ale wszystko poza tym jest naturalne – od odżywiania (tutaj waham się, czy użyć pojęcia „nawożenie”), poprzez powietrze, wiatr, temperaturę, promieniowanie słoneczne i inne.

Nasze podejście do jakości jest wciąż takie samo.
Teraz jednak mamy dodatkowo oficjalny certyfikat BIO.

CZY NA PIERWSZY RZUT OKA MOŻNA ROZPOZNAĆ JAKOŚĆ CHLORELLI? PAMIĘTAM SMAK POMIDORÓW OD MOJEJ BABCI, UPRAWIANYCH W OGRÓDKU ZA DOMEM. TAK SAMO WCIĄŻ ZASKAKUJĄ MNIE POMIDORY Z SUPERMARKETU, KTÓRE PRÓBUJĘ. BEZ SMAKU I ZAPACHU, ZA TO O UDERZAJĄCO SYMETRYCZNYM KSZTAŁCIE I ZAWSZE W TAKIM SAMYM KOLORZE. CZY ROZPOZNAM JAKOŚĆ CHLORELLI WŁASNYMI ZMYSŁAMI, CZYLI PO SMAKU, ZAPACHU I WYGLĄDZIE?

Pozwolę sobie zwrócić uwagę na jeden, głęboko zakorzeniony błąd. Sama certyfikacja BIO nic mianowicie nie mówi o jakości odżywczej i nieszkodliwości dla zdrowia danego produktu żywnościowego. Jakość jakiegokolwiek produktu żywnościowego (w tym Zielonej Żywności) i jej organiczne lub konwencjonalne pochodzenie to dwie różne rzeczy.

Innymi słowy oznacza to, że można mieć dobrej jakości żywność ze zwykłych upraw, a jednocześnie wręcz niebezpieczną podróbkę, opatrzoną pieczątkami BIO. Dotyczy to wszystkiego – od mąki przez warzywa, aż po choćby Chlorellę lub Jęczmień. A szczególnie w przypadku alg spotkaliśmy się w naszej praktyce z jawnie ryzykownymi produktami, które wprawdzie chlubiły się wszystkimi oznaczeniami żywności organicznej, ale w środku pełno było w nich pozostałości metali ciężkich, zanieczyszczeń i domieszek innych alg oraz mikroorganizmów

Certyfikacja organiczności BIO w pierwszej kolejności ocenia bowiem nie produkt, ale wpływ całej produkcji na przyrodę.

Powróćmy do pytania. Jednym ze wskaźników naturalnej uprawy żywności, w tym zielonej, będą wahania właściwości organoleptycznych, nie tylko pomiędzy poszczególnymi partiami – czyli pewna sezonowość. Bardzo dobrze to znamy z naszych doświadczeń z Zielonym Jęczmieniem, którego seria wiosenna różni się kolorem, smakiem i strukturą proszku od choćby serii jesiennej.

To samo dotyczy także Chlorelli BIO. Na przykład trzy pierwsze serie, które już dzisiaj mamy w sprzedaży, są odrobinę bardziej jasnozielone niż te, które wędrują do nas w tym momencie z Tajwanu. Ich kolor będzie trochę ciemniejszy. Powodem jest właśnie sezonowość – uprawa w styczniu i w lutym jest inna niż uprawa w późniejszych miesiącach.

Czy zmienili Państwo sposób produkcji, aby można było uzyskać certyfikat BIO? Czyli sposób transportu, suszenia, tabletkowania i pakowania?

Zacznijmy od Jęczmienia GW. W jego przypadku w zasadzie przeszliśmy tylko i wyłącznie przez proces administracyjny. I to właściwie już pod koniec 2017 roku. Ale ponieważ w tym czasie mieliśmy w portfolio właściwie tylko dwa produkty – Jęczmień i Chlorellę – to nie chcieliśmy „przebierać” tylko jednego z nich, a drugi zostawić w konwencjonalnej szacie. Dlatego poczekaliśmy, aż uda się uzyskać certyfikat dla naszych kultur wodnych, co, prawdę mówiąc, było trudniejsze, kosztowniejsze i trwało dużo dłużej niż początkowo zakładaliśmy.

DLACZEGO? JAKIE SĄ RÓŻNICE W CERTYFIKACJI JĘCZMIENIA I CHLORELLI?

Zasady są ogólnie takie same, ale w szczegółach jest całkiem sporo różnic. Spróbuję to wyjaśnić na przykładach. Najpierw przyjrzyjmy się polu BIO. Zajmujemy się tutaj „tylko” samą lokalizacją (która musi być w trybie BIO), materiałem siewnym, nawożeniem, ochroną roślin bez chemikaliów rolniczych, przetwarzaniem produktów bez ryzyka ich pomylenia z produktami konwencjonalnymi, a wreszcie niezbędnymi sprawami administracyjnymi

Ale gdy spojrzymy na plantację chlorelli, zobaczymy zupełnie inny obrazek. Tutaj zawsze chodzi o zbudowaną przez człowieka „fabrykę” z kaskadą zbiorników i z wieloma technologiami wewnątrz. Dlatego w przypadku akwakultur wymogi instytucji certyfikujących są dużo wyższe i to jedyne właściwe postępowanie – chodzi o ekologiczne podejście do przyrody.

JAK KONKRETNIE MAMY SOBIE WYOBRAZIĆ TO EKOLOGICZNE PODEJŚCIE DO PRZYRODY?

Analizowane jest całkowite zapotrzebowanie energetyczne produkcji, zużycie wody lub gospodarka wodą „odpadową” i w ogóle cała gospodarka odpadami. To dobrze, ponieważ chodzi o naprawdę duże ilości wody i energii. I nie jest obojętne, skąd się ją weźmie i czy przypadkiem nie zostanie zabrana z sąsiedniego subtropikalnego biotopu. 

Nas konkretnie ta energetyczna czy ekologiczna część normy doprowadziła do zmiany całej linii postprodukcyjnej, co obejmuje filtrację, suszenie i tabletkowanie Chlorelli. Summa summarum musieliśmy całą produkcję przestawić na bardziej przemyślane postępowanie z zasobami.

Przy okazji zaktualizowaliśmy też naszą matrycę do wybijania „G” na tabletkach. Teraz tabletki z literą „G” są wyraźniejsze, wzór pisma bardziej odpowiada naszemu logo, tabletki są też trochę twardsze. Co jest dobre dla stabilności i możliwości składowania tabletek.

Mówił Pan o wymogach energetycznych i postprodukcji. Czy nastąpiła jakaś zmiana w sposobie uprawiania Chlorelli BIO, czyli we właściwej produkcji?

Tak, jedna jest. Norma ogranicza bowiem możliwość „ingerowania” w już trwającą produkcję.  Konkretnie ogranicza możliwość dodatkowego nawożenia tuż przed zbiorem algi, gdy producent mógłby pomóc trochę na przykład w przypadku chłodniejszej lub mniej słonecznej pogody i za pomocą jakiegoś nawozowego „dopalacza” nadgonić straty, choćby za pomocą odżywienia BIO. Tego nie możemy już robić i nie będziemy.

Dlatego nasza nowa Chlorella BIO będzie trochę bardziej zależeć od sezonowego wpływu pogody. Ale o tym już mówiłem. 

Zasadniczo takie postępowanie również jest prawidłowe. Jeśli mam produkt BIO, jabłko, marchew lub Chlorellę, ten produkt powinien odpowiadać swojemu naturalnemu „pra-wzorowi”, a nie wyglądać jak napompowana hybryda z siłowni. Gdybym chciał to powiedzieć bardzo naukowo i profesjonalnie, to norma pilnuje, aby fenotyp odpowiadał pierwotnemu genotypowi.

A GDYBYM CHCIAŁ ZOBACZYĆ DOWÓD NAUKOWY, ŻE CHLORELLA Z CERTYFIKACJĄ BIO JEST NAPRAWDĘ LEPSZEJ JAKOŚCI, TO CZY JEST TO MOŻLIWE? CZY JAKOŚĆ MOŻNA OBIEKTYWNIE ZMIERZYĆ I PORÓWNAĆ?

Znowu przypominam – BIO definiuje stosunek do przyrody i środowiska, jakość odżywcza jest sprawą mniej lub bardziej niezależną. To my pierwsi w ogóle poruszyliśmy temat jakości Zielonej Żywności. I w tej kwestii jesteśmy bardzo zaawansowani, można powiedzieć, że najbardziej na zielonym rynku. Porównując nas z rzeczywistą konkurencją, wielokrotnie widzę, że to, co dla nas jest standardem (weźmy choćby dokładną kontrolę laboratoryjną poszczególnych serii), dla wielu pozostałych jest niewyobrażalnym luksusem. Czyli zajęliśmy się tym od właściwej strony. Najpierw jakość produktu.

A teraz chodźmy dalej – mamy produkt o wymiernie wysokiej jakości i podejmujemy temat „jakości” dla środowiska i przyrody. Ma nam w tym pomóc także certyfikacja BIO, która jednocześnie potwierdza ten kierunek.

DOBRZE, ALE CZY JAKOŚĆ MOŻNA JAKOŚ OBIEKTYWNIE MIERZYĆ?

Oczywiście. Obowiązuje przecież zasada, że czego nie mierzysz, tym nie zarządzasz... Każda seria produkcyjna ma swój „akt urodzenia”, z którego dowiadujemy się, jaka jest zawartość korzystnych substancji, a także substancji niebezpiecznych. Tych pierwszych powinno być jak najwięcej w naturalnych granicach, a tych drugich przeciwnie, jak najmniej.

CZY MOŻEMY WYMIENIĆ COŚ KONKRETNEGO?

Przyjrzyjmy się kilku podstawowym analizom laboratoryjnym. Ich wyniki w pierwszych seriach naszej Chlorelli BIO także dla mnie były zaskakujące – i to tylko pozytywnie. Wykazały bowiem znaczne zrównoważenie produkcji i jednocześnie ponadprzeciętne bogactwo wszystkich nowych serii.

Na przykład białko przekroczyło granicę 60%, a chlorofil granicę 2.000 mg/100 g. Wszystko jest powyżej naszej średniej, co uważam, w przypadku pierwszych serii, za sukces. Tak samo pozytywna jest też bardzo niska wartość pozostałości metali ciężkich. Są na poziomie ok. 20% niższym od naszej średniej. To bardzo czysta Chlorella.

A na koniec przytoczę analizę w zakresie feoforbidów – produktów rozkładu chlorofilu. W trzech pierwszych seriach Chlorelli BIO poziom feoforbidów jest na historycznie minimalnym poziomie. Limit GW wynosi 17 mg/100 g, w nowych seriach jest mniej więcej w połowie. Czytelnik może to zinterpretować następująco: bardzo mała ilość feoforbidów oznacza bardzo ekologicznie wytworzony, świeży i „młody” produkt. To swoją drogą wiąże się z niezwykle wyszukanym i łagodnym smakiem obecnej serii nowej Chlorelli BIO. 

OSTATNIE PYTANIE: CZY MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE CHLORELLA GW Z CERTYFIKATEM BIO RÓŻNI SIĘ OD TEJ SPRZED LAT? CZY MOŻNA STWIERDZIĆ, ŻE POD KAŻDYM WZGLĘDEM JEST LEPSZEJ JAKOŚCI? CZY CHODZI RACZEJ O MARKETING, DO KTÓREGO MUSIAŁA DOSTOSOWAĆ SIĘ PRODUKCJA NA POTRZEBY ZDOBYCIA PIECZĄTKI?

Skoro mówi Pan o marketingu… W firmie handlowej zawsze w jakiś sposób chodzi o marketing. Nasz marketing polega na tym, że naszych Klientów, Konsumentów i Partnerów chcieliśmy zapewnić czarno na białym, że ekologiczne podejście do przyrody traktujemy poważnie. I chcieliśmy jednocześnie dać odpowiedź na uporczywe pytania typu: „mówicie, że uprawiacie to organicznie, dlaczego zatem nie macie certyfikatu?“. Teraz już mamy jasną odpowiedź.

A jeśli chodzi o Chlorellę, to w rzeczywistości jest taka sama i jednocześnie inna. Trochę inna jest i będzie też pod względem organoleptycznym. Mamy trochę inną tabletkę z nową literą „G”, tabletka jest trochę twardsza i z każdą kolejną serią lekko będzie się zmieniać jej smak i kolor. Takie samo jest jednak nasze podejście do jej jakości – chcemy mieć najczystszą, dostępną na świecie Chlorellę. I wyniki analiz wskazują, że ją mamy. Certyfikat BIO jest bonusem dla przyrody, a dla Klienta jest wisienką na torcie.